Alex urodził się 24 maja 2008 roku w Poznaniu i otrzymał 10 pkt wg. Apgar z wagą 4220g i 57cm.

Przez pierwsze miesiące życia wydawało się, że wszystko jest w porządku. Był jedynie płaczliwy i bardzo mało sypiał. Wówczas nie zauważono innych niepokojących sygnałów a płacz tłumaczono kolkami, jakie rzekomo miał mieć nasz syn. Nosiliśmy go wówczas z mężem na przemian, non stop.

Alex mając 5-6 miesięcy nie potrafił utrzymać główki a różni lekarze do jakich się zgłaszaliśmy mówili nam, że dzieci różnie się rozwijają. Nie zauważyli, że mały miał wzmożone napięcie i atetozę ( mimowolne ruchy ), nie chwytał zabawek do rączek, prawie w ogóle nie spał, ciągle płakał.  To był dopiero początek.

Kolejny sygnał otrzymaliśmy w styczniu 2009 roku, Alex miał wówczas 8 m-cy i wybraliśmy się z nim na basen. W stosunku do swoich rówieśników znacznie od nich odstawał. Nie potrafił dłużej utrzymać główki, nie potrafił się skupić a o samodzielnych próbach siadania nie było wówczas mowy.

Kolejna wizyta u lekarza ( pediatra-neurolog),ten stwierdził, że opóźnienie psychoruchowe naszego dziecka spowodowane jest faktem, iż był on za dużo noszony na rękach!!Lekarz zalecił wówczas zaprzestanie noszenia syna i poddanie Go rehabilitacji, przekonując jednocześnie, że wszystko jest w porządku. Wierzyliśmy w to, że krótka rehabilitacja sprawi, że wszystko dobrze się skończy, tak bardzo chcieliśmy w to wierzyć, że nie dopuszczaliśmy do siebie, że może być inaczej. Wszyscy wokół przekonywali nas, ze Aluś nie wygląda na chore dziecko. Do dziś patrząc na zdjęcia trudno uwierzyć, że Alex nie rozwija się jak jego rówieśnicy.

W lutym 2009 roku trafiliśmy do szpitala na oddział diagnostyczny i to tam spadła na nas ta straszna diagnoza: MÓZGOWE PORAŻNEIE DZIECIĘCE Z ATETOZĄ

Pani doktor, która przekazywała nam tą wiadomość stwierdziła bez zbędnych tłumaczeń i odrobiny empatii,  że ”z tego dziecka nic nie będzie ", swoją drogą ktoś taki, nie powinien pracować z dziećmi i odbierać rodzicom nadziei. To osoba od której oczekuje się wsparcia, osoba, która powinna wskazać załamanym rodzicom właściwą drogę. Osoba, która powinna pokierować i wytłumaczyć czego możemy się spodziewać i przede wszystkim  jak pomóc swojemu dziecku. Powinna mieć w sobie odrobinę taktu i choćby było naprawdę źle- dać rodzicom siłę i nadzieję.

Przeżyliśmy wówczas szok, niedowierzanie i wciąż nasuwające się pytanie: dlaczego my? dlaczego dowiadujemy się o tym dopiero teraz? co zrobiliśmy nie tak i wiele innych pytań, na które nie znaliśmy i pewnie nigdy nie znajdziemy odpowiedzi. Tam w szpitalu na oddziale diagnostycznym rozpoczęło się nasze nowe życie i  początek naszej drogi, drogi o zdrowie i sprawność naszego dziecka. Drogi, która trwa od kilku lat i pewnie trwać będzie zawsze.

6 lat temu rozpoczęliśmy rehabilitację Alexa i codzienną walkę o normalne życie naszego dziecka. Żałuję jedynie tego, że musieliśmy zmarnować dużo czasu, czasu który w przypadku niemowlaków jest bezcenny, bo im szybciej dziecko rozpocznie rehabilitację, tym większa  szansa na jej efekty. Rehabilitacja to żmudna i bardzo ciężka praca ale przynosi rezultaty. Dzięki temu mamy siłę aby dalej walczyć.

Dużo czasu upłynęło zanim oswoiliśmy się i zaakceptowaliśmy tą wiadomość.

Nasze życie w pełni podporządkowane jest Alexowi ale już nie płaczemy, próbujemy stworzyć naszemu synkowi normalny kochający dom i cudowne dzieciństwo. Jakże różne od tego jakie prowadzą zdrowe dzieci ale szczęśliwe!!!!!

Gdyby ktoś z Was nie umiał  nas zrozumieć odsyłam do przeczytania postu na naszym blogu pt. " A GDYBY "

http://naszalex.one.pl/mini-blog/44-a-gdyby.html